5 grzechów Pragi

06/08/2015

W Pradze oprócz wyjątkowych kamienic, romantycznych uliczek i Mostu Karola, znajdziemy również miejsca mrożące krew w żyłach. 5 grzechów Pragi, czyli zaskoczenie, brzydota i momentami strach. Przeczytajcie o tym, co zobaczyliśmy podczas kolejnej wyprawy do Czech.

Kochamy Pragę, pisaliśmy już o niej tutaj. Zachwyciła nas swoją kulturą, pięknem i wyjątkowym podejściem do życia prażan. Jak w każdym mieście są przestrzenie reprezentatywne, którymi chwalimy się na pocztówkach, udostępniamy na zdjęciach i często o nich opowiadamy. Znajdziemy także miejsca, które najchętniej byłyby zamknięte przez władze, żeby turyści przypadkiem tam nie dotarli i ich nie zobaczyli. My do nich trafiliśmy.

5. Janusz na wakacjach

Zaczynam od głównych grzechów Polaków na wakacjach. Skarpetki połączone z sandałami, spacery po głównych ulicach miast bez koszulek i chwalenie się wielkim brzuchem, czerwone – przepite twarze oraz narzekanie na ceny. Chyba każdy wie, o jakim typie turysty myślę. W Pradze na każdym kroku spotykałem rodaków. Nawet w drodze do Czech, w autokarze nasi zwrócili na siebie uwagę, bo jako jedyni w międzynarodowym autobusie pili wódkę, piwo, przegryzając to chlebem i tuńczykiem z puszki. Nie chcę narzekać, ponieważ obywateli innych państw też łatwo rozpoznać. Przykładowo, Niemki można poznać, bo nie grzeszą urodą i są rude. Anglików łatwo zauważyć, bo głośno mówią (a raczej krzyczą jakby byli na stadionie na meczu ulubionej drużyny). Dlatego może nie jesteśmy najgorszymi turystami?

Janusz na wakacjach

4. Panowie w białych i czerwonych garniturach.

Każde europejskie miasto ma swoich klubowych naganiaczy. Są to osoby, które stoją na głównych ulicach i zachęcają mieszkańców oraz turystów do wizyty w klubie ze striptizem. W Warszawie są to zazwyczaj młode panie z parasolami, które stoją np. na skrzyżowaniu Chmielnej z Nowym Światem. Nikomu nie przeszkadzają, są uśmiechnięte i nie zaczepiają każdego. Nic do nich nie mam. W Pradze jednak, piękne panie zastępują panowie. Często tacy, którzy wyglądają jakby całe dni spędzali na siłowni i szukali zaczepki. Podchodzą do każdego, mówią w różnych językach i szybko nie odpuszczają. Potrafią długą drogę iść za tobą i mówić o atrakcjach danego klubu. Jak się od nich uwolnić? Najlepiej udawać prażana i po czesku powiedzieć „nie” czyli „ne”. Jak usłyszą, że tubylec, to dadzą szybko spokój i będą dalej szukać naiwnych turystów.

Praga Czechy

3. Tu nie usiądziesz, czyli kolce na… dupę

Praga walczy z bezdomnymi oraz ze zmęczonymi turystami poprzez specjalne kolce umieszczane na parapetach sklepów, restauracji i urzędów. Nikt nie może tam siedzieć. Parapet to rzecz święta. Nieważne, że jest 34 stopniowy upał, brak ławek oraz cienia. Nie ma mowy żeby ktokolwiek odpoczął. Nie tylko prywaciarze stosują kolce – również znane sieciówki, które „dbają o swoich klientów” jak Starbucks. Już pisaliśmy o podobnym problemie tutaj. Zobaczcie nasze zdjęcia, jakie wykonaliśmy w Pradze. Jesteście za takim rozwiązaniem?

Zobacz również: Praski chillout – czyli luz i spontan prosto z Czech

2. Tajski masaż i rybki

Salony z tajskim masażem i rybkami klejącymi się do stóp robią w Pradze furorę. Są na każdym kroku jak McDonlad’s. Charakteryzują się wielkimi czerwono-zielonymi witrynami, na których widnieje napis „Thai massage 10€”. Oczywiście obowiązuje tu zasada z punktu 4, czyli na ulicy czekają panie, które nachalnie zapraszają na masaż. W oknie zauważymy ustawione duże akwarium z rybkami, w których moczą stopy klienci. Ma to zachęcić innych. Sorry, ja nie skorzystam. To jest obrzydliwe. Boję się, że ta moda lada moment dotrze nad Wisłę.

1. Wzgórze widmo

Wzgórze Petřín może zachwycać, ciekawić jak i przyprawiać nas o dreszcze. Trafiliśmy tam zupełnie przypadkowo, zwiedzając jedną z atrakcji jakim jest wieża widokowa Petrin – nazwana potocznie kopią wieży Eiffla. Na ponad 300 metrowym wzniesieniu znajdziemy Stadion Strahov – drugi na świecie, pod względem wielkości, obiekt sportowy. Nie łudźcie się, że go zwiedzicie. Wszędzie są kraty, zakazy i zamknięte drzwi. Zresztą jak całe wzgórze, które przypomina ukraiński Czarnobyl. Znajdziemy opuszczone budynki, puste sklepy i parkingi oraz pozostawione samochody i hasła propagandowe. I to 15 minut drogi od centrum Pragi. Niesamowita przestrzeń, która wkrótce przejdzie renowację i życie ponownie zacznie w nim tętnić. Zobaczcie nasze zdjęcia!

Bądź na bieżąco i zobacz więcej. Kliknij i dołącz do nas na facebooku i instagramie.

~Mateusz

Udostępnij na:Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter


21 comments

  1. przecież te rybki to od dawna są w polsce- zarówno w górach i nad morzem w miejscowościach typowo turystycznych można to spotkać na każdym kroku.

  2. Bez przesady z tym „wzgórzem widmem”. Mieszkałem tam przez dwa tygodnie kilka lat temu (wyglądało identycznie jak na tych zdjęciach) i ten szereg budynków to akademiki a plac to po prostu parking. Nawiasem mówiąc dobre miejsce na nocleg, bo tani i bardzo blisko centrum.

  3. Parapety nie służą do siedzenia. Nie po to ktoś inwestuje w projekt wystawy często tysiące, żeby później tłum turystów czy lumpów zasłonił całą witrynę. Gdy jestem zmęczony upałem, siadam w kafejce pod parasolem, czy w jej klimatyzowanym wnętrzu, sącząc zimny napój. Jest taka rzymska maksyma : gusta non disputandum. W tłumaczeniu „o gustach się nie dyskutuje”. Jeśli ktoś nosi skarpety do sandałów, to wyłącznie jego sprawa, a w ostatnich latach nawet projektanci mody i celebryci pojawiają się w takim stroju. Nigdy też nie wiemy, co kierowało takim delikwentem, czy względy zdrowotne, czy innej natury. Co innego gołe torsy, tu należy się zdecydowana krytyka.

Post a new comment