Czy w Polsce nie można tak jak zagranicą?

12/02/2015
Liverpool One (fot. liverpooldestinationservices.com)

Ostatnio na warsztatach urbanistycznych w ramach Europejskiego Dnia Bez Samochodu mieliśmy przyjemność usłyszeć opinię, że polskie miasta są jak dzieci i muszą przejść przez wszystkie choroby wieku dziecięcego, żeby w przyszłości się na nie uodpornić. Wydaje się nam jednak, że jest nawet gorzej. Po modzie na budowę wielkich centr handlowych w sąsiedztwie Obwodnicy Trójmiasta, trójmiejski samorząd niczego się nie nauczył. Dowodem na to jest budowa wielkiego placka w postaci wspomnianego CH Riviera praktycznie w samym centrum miasta. Jak dla nas jest to gwóźdź do trumny dla handlu w Śródmieściu oraz być może także dla komunikacji w pobliżu galerii.

Wszyscy narzekamy, że Świętojańska nie jest już prestiżową ulicą, że po godzinie 16tej wymiera, że kto otworzy na niej biznes zaraz go z powrotem zamyka. Dziwicie się? Bo ja nie. Jak ta ulica ma tętnić życiem skoro wzdłuż niej zlokalizowane są prawie same banki? Jak mają być tam zlokalizowane lokale gastronomiczne, skoro nikt nie ma ochoty siedzieć w ogródku zaraz przy jezdni, gdzie ruch kołowy trwa całą dobę. Nie jest tajemnicą, że obecnie żyjemy w czasach społeczeństwa konsumpcyjnego. Lubimy chodzić też na zakupy. Większość z nas wybierze się na nie do galerii, bo mamy tam przeogromny wybór marek i sklepów skupionych w jednym miejscu.

Koniec narzekania, zabierzmy się za marzenia… Wyobraźmy sobie, że przenosimy projekt z Liverpoolu do gdyńskich realiów. Widzicie Świętojańską tętniącą życiem, pełną pieszych, gwar rozmów i dźwięki ulicznych muzyków? Ja już prawię. Ale do rzeczy. Co takiego zrobiono w Liverpoolu? Ano właśnie Liverpool One i o tym będzie dzisiejszy wpis. Zapraszamy!

surfblog_liverpool1

Liverpool One (fot. alegoo.com)

Liverpool, tak jak większość brytyjskich miast, znacząco ucierpiał w wyniku deindustrializacji oraz przemian gospodarczych na świecie w XX wieku. Ośrodki miejskie zaczęły się wyludniać, zaś centra miast popadać w ruinę. Nie inaczej było w mieście Beatlesów. Dlatego w latach 90. XX wieku władze miasta wpadły na pomysł megaprojektu w ścisłym centrum miasta. W wyniku badań, które wyraźnie wskazały na spadek znaczenia Liverpoolu jako ośrodka handlu, zdecydowano się na budowę olbrzymiego centrum handlowego w samym sercu miasta. Większość z Was teraz pewnie puka się po głowie i zastanawia się, co może być takiego niesamowitego w budowie kolejnej galerii handlowej w śródmieściu? Liverpool One to nie jest galeria handlowa znana nam z polskich realiów. Władze miasta zażyczyły sobie otwartej galerii handlowej wkomponowanej w istniejący układ drogowy, posiadającej własną sieć przestrzeni publicznych. Uzupełnieniem projektu były również inwestycje w hotele, powierzchnie biurowe oraz mieszkaniowe. Całość miała tworzyć spójny kompleks handlowo-mieszkaniowo-wypoczynkowy. Jak się pewnie domyślacie, tak też i się stało.

Liverpool One zostało otwarte w 2008 roku. Budowa zajęła 4 lat, ale sam projekt pochłonął prawie 10 lat ciężkiej pracy miejscowych urzędników, architektów, urbanistów i deweloperów. Inwestycja kosztowała 920 mln funtów z czego sam koszt budowy wyniósł 500 mln funtów. Obecnie jest największym otwartym centrum handlowym w Wielkiej Brytanii oraz 10tym pod tym względem w Europie. Na powierzchni 170 000 m2 znajduje się 169 sklepów (łączna powierzchnia sprzedaży to 130 000 m2). Jest to jedna z najbardziej pożądanych lokalizacji do zamieszkania w Liverpoolu. Przestrzeń ta tętni życiem całą dobę, cały tydzień, cały miesiąc i cały rok. Mieszkańcy przychodzą tutaj nie tylko na zakupy, ale również wypocząć na zlokalizowanych tutaj terenach zielonych czy też do kina.

surfblog_liverpool1_2

Liverpool One z lotu ptaka (fot. skyscrapercity.com)

Projekt został idealnie wkomponowany w istniejącą tkankę śródmieścia oraz system transportu miejskiego. Centrum urozmaicone przestrzeniami do wypoczynku i relaksu oraz licznymi elementami małej architektury, tworzy prawdziwą atrakcję turystyczną i wizytówkę współczesnego Liverpoolu. Centrum składa się z kilku części. Jedna z nich przypomina nieco klasyczne centrum handlowe, tyle że bez dachu. Sklepy znajdują się tutaj na trzech poziomach, mamy schody, windy i reklamy. Pozostałe fragmenty Liverpool One to już otwarte, wyremontowane ulice, na których zamknięto ruch kołowy i wzdłuż nich zlokalizowano lokale handlowe.

Oczywiście, nie ma sensu kopiowania projektu z Liverpoolu w Gdyni, gdzie mamy zupełnie inne realia. Poza tym jeśli mamy Rivierę, to właściwie kolejne powierzchnie handlowe wydają się zbyteczne. Trzeba było o tym pomyśleć przed budową naleśnika. Do tego również miasto musiałoby podjąć odważną decyzję o wyłączeniu ul. Świętojańskiej (chociażby fragmentu) z ruchu samochodowego. Gdynia One (na potrzeby naszego gdybania przyjmijmy taką nazwę) objęłaby swoim zasięgiem tylko fragment ul. Świętojańskiej, np. od Urzędu Miasta do skrzyżowania z ul. 10 Lutego. Fragment ten wyłączony z ruchu byłby świetny łącznikiem dla Teatru Muzycznego, Muzeum Miasta Gdyni, Kamiennej Góry czy też Bulwaru Nadmorskiego  i miejskiej plaży. Remont elewacji kamienic w tym miejscu, przeznaczenie lokali na parterze na sklepy i lokale gastronomiczne, zabudowanie nowymi inwestycjami luki w pierzejach. Wszystko to uzupełniamy zgrabnymi i atrakcyjnymi elementami małej architektury, wprowadzamy ciekawą kostkę – chociaż to już mamy na Świętojańskiej. Tutaj trzeba dodać, że jakość wykonania i stan w jakim znajduje się wspomniana ulica obecnie, napawa mnie optymizmem. Jest bardzo estetycznie i nowocześnie. Teraz jeszcze szukamy najemców nie wśród banków i operatorów lumpeksów, ale pośród znanych i lubianych marek odzieżowych, kawiarni czy też restauracji. Jak już to będziemy mieli, to pozostaje nam wpuścić tam mieszkańców oraz turystów i mamy śródmieście tętniące życiem, na jakie liczymy wszyscy w Gdyni. Jeśli ktoś mi zarzuci, że tętniące życiem śródmieście Liverpoolu to przychodzący tutaj tylko i wyłącznie mieszkańcy na zakupy, to się pewnie zgodzę (chociaż spotkaliśmy tam dużo wyjątków). Jednak w przypadku ul. Świętojańskiej powinniśmy się cieszyć i z takiego rozwiązania…

Jakiś czas temu usłyszeliśmy opinię, że deptak na Świętojańskiej nie przejdzie i nie ma racji bytu, ze względu na protesty mieszkańców kamienic, którzy nie życzą sobie hałasu nocą. Moim zdaniem, jeśli ktoś ma zamiar hałasować, to nie potrzebuje do tego deptaku. Teraz też jest głośno w centrum Gdyni, więc bez przesady. Jeszcze będą wdzięczni, że za oknem nie jeżdżą już im samochody.

Gdyby ktoś chciał poczytać więcej nt. Liverpool One, to w książce pod red. P. Lorensa i J. Martyniuk-Pęczek z Politechniki Gdańskiej pt. „Planowanie i realizacja przedsięwzięć urbanistycznych” można znaleźć cały artykuł nt. tej inwestycji autorstwa dr inż. arch. Łukasza Pancewicza. Polecamy!

Udostępnij na:Share on FacebookTweet about this on Twitter


Post a new comment