Duże imprezy a ranga miasta

10/08/2014
Open'er Festival 2014 (mat. prasowe)

W przestrzeni miast dzieje się ostatnio bardzo dużo. Stało się tak za sprawą zmian w samym społeczeństwie. Stajemy się bowiem coraz bardziej dynamiczni. Wszędzie się śpieszymy i sami lubimy, jak wokół nas coś się dzieje – zatem przestrzeń miasta nie może być nudna. Oczywiście na pewno trafią się tacy, którzy mają na odwrót, ale przecież każdy wyjątek potwierdza regułę!

Ostatnimi czasy miasta prześcigają się między sobą w organizacji dużych imprez, coraz częściej również tych o znaczeniu międzynarodowym. My sami ostatnio braliśmy udział w Orange Warsaw Festival, Open’er Festival, Coke Live Music Festival (2013) czy Red Bull Air Race. Jakim przesłaniem kierują się władze miast w walce o organizację takich przedsięwzięć? Na pewno promocja. Dzięki takim imprezom dużo się mówi o miastach w mediach czy też sami uczestnicy są nośnikami reklamy w relacjach z wizyty pośród swoich znajomych lub rodziny. Pieniądze? Pewnie wielu wydaje się, że tak. Rzadko się o tym mówi, ale w większości przypadków to miasto dopłaca do organizacji takich imprez… Weźmy chociaż Open’er Festival, do którego z budżetu Gdyni co roku trafia około 2,5 mln złotych. Dla wielu kwota ta wydaje się niesamowicie wysoka i trudno im będzie się z nią pogodzić. Przecież można było przeznaczyć ją chociażby na remonty dróg. Jednak miasto w zamian otrzymuje o wiele więcej – promocję w mediach (przecież nie da się podać informacji o festiwalu, nie wspominając gdzie się odbywa), uczestnicy zostawiają w lokalnych sklepach oraz gastronomii spore sumy pieniędzy. Nie zapominajmy, że mimo darmowych autobusów na teren festiwalu, korzystają oni również z płatnej komunikacji miejskiej. Festiwalowicze potrzebują także gdzieś spać.

surfblog_opener

Open’er Festival 2014 w Gdyni (mat. prasowe)

Jednak nie korzyści finansowe i promocyjne z organizacji takich imprez najbardziej mnie zainteresowały. Zauważyliśmy pewną zależność między wielkością miast, w których się one odbywają. Będąc w Gdyni podczas Open’er Festival czy The Tall Ships Races nie sposób było nie zauważyć obecności turystów i widzów w przestrzeni miasta. Ciężej się poruszało po śródmieściu, ulice były jakby bardziej zatłoczone a o wolnym stoliku w kawiarni czy restauracji można było zapomnieć. Miasto podczas tych kilku dni tętniło życiem, zaś po zakończeniu imprezy wszystko wróciło do normy. Śródmieście dalej zamiera po zmroku. Natomiast podczas pobytu w Warszawie na Orange Warsaw Festival albo w Krakowie na Coke Live Music Festival nie czuliśmy żadnej różnicy. Miasta były tak samo zatłoczone jak każdego innego dnia. Wszędzie były takie same tłumy i kolejki. Nawet idąc chodnikiem ciężko było zauważyć uczestników koncertów. Jedynym wyjątek stanowili fani Florence and The Machine, których rozpoznać można było po charakterystycznych wiankach na głowie.

Dlatego zastanawiamy się nad wartością organizacji takich imprez w dużych miastach – czy naprawdę zyski Warszawy lub Krakowa są znacznie większe od regularnych wpływów ze standardowego ruchu turystycznego w mieście? Gdy do ponad milionowej aglomeracji przyjedzie 70 tysięcy uczestników koncertów na Stadionie Narodowym, tego po prostu się nie odczuwa i nie widzi. Co innego, gdy do 250 tysięcznej Gdyni zjeżdża 70 tysięcy osób. To ponad 1/4 mieszkańców miasta! Dzięki temu łatwiej czuje się klimat imprezy, można nawet napisać odświętny nastroju panującym w przestrzeni miasta. Spacerując ulicami śródmieścia, widać nowe i obce twarze. W dużym mieście wszyscy są dla siebie anonimowi i tak naprawdę nie robi to nam żadnej różnicy.

Stąd nasze osobiste zdanie, że organizacja takich imprez naprawdę ma duże znaczenie w miastach pokroju Gdyni. Przez te kilka dni lokalna gospodarka odczuwa prawdziwe ożywienie i miasto tętni życiem przez całą dobę. W wielkich aglomeracjach tak naprawdę ruch nie ulega jakiemuś znaczącemu wzrostowi, dlatego wydaje mi się, że korzyści mogą mieć jedynie charakter marketingowy.

Udostępnij na:Share on FacebookTweet about this on Twitter


2 comments

Post a new comment