Florence and The Machine – How Big, How Blue, How Beautiful [recenzja płyty]

30/05/2015
9.5

Już 2. czerwca na półki sklepów trafi długo wyczekiwany nowy materiał od Florence + The Machine. How Big, How Blue, How Beautiful to trzeci studyjny krążek w karierze grupy. Przesłuchaliśmy go przedpremierowo. Sprawdźcie, czy warto było czekać aż 4 lata na nowy album Florence i jej zespołu.

Florence + The Machine zadebiutowali w 2008 roku wydając singiel Kiss with a Fist, ale prawdziwy rozgłos zyskali dzięki utworowi Dog Days Are Over, którego premiera odbyła się 1 grudnia tego samego roku. Do tego grona w późniejszym czasie dołączyły You’ve Got A Love, Cosmic Love, Shake It Out czy Spectrum. Zespół w swoim dotychczasowym muzycznym dorobku posiada dwa studyjne albumy – Lungs (2009) oraz Ceremonials (2011). W Polsce mieliśmy okazję wysłuchać Florence Welch i jej maszynę trzykrotnie, ostatni raz podczas Orange Warsaw Festival w 2014 roku.

W wielu wywiadach artystka zapowiadała odejście od smutnego grania przepełnionego symboliką wody, śmierci i żalu. Słowa znalazły przełożenie na czyny. Nowa płyta jest powrotem do radosnego rockowego brzmienia. How Big, How Blue, How Beautiful przepełnione jest muzyką, w której na pierwszym planie słyszymy przede wszystkim mocną gitarę i  wyrazistą perkusję. Nieco w cień odstawiono harfę i pianino, z którymi do tej pory głównie kojarzony był zespół. Po pierwszym przesłuchaniu albumu wiem, że będzie to prawdziwy przełom w twórczości Brytyjki. Słychać tutaj próbę eksperymentowania z łączeniem nowych dla artystki stylów muzycznych oraz odejście od mocno metaforycznych i pozaziemskich tekstów.

Tracklistę nowego albumu otwierają dwa oficjalne single – Ship To Wreck oraz What Kind Of Man. Ten pierwszy zdecydowanie potwierdza słowa wokalistki odnośnie rockowego brzmienia, zaś drugi zwiastuje powiew nowej jakości w twórczości grupy. Wspomnianą nową jakością mogą być bowiem bogate partie trąbkowe, które towarzyszą większości utworów na krążku. Razem z mocnym brzmieniem gitar i bębnów tworzą orkiestralną całość. Tytułowe How Big, How Blue, How Beautiful to świetna kompozycja z równie dobrym tekstem. W pewien magiczny sposób piosenkę dopełnia rozbudowane zakończenie, w którym przede wszystkim królują instrumenty dęte. Zamknijmy na moment oczy. Natychmiast przeniesiemy się do wnętrz największych filharmonii na świecie a na naszej skórze pojawi się gęsia skórka.

Queen of Peace rozpoczyna się niczym ścieżka filmowa dla nowej produkcji historycznej by szybko przerodzić się w dynamiczny i rytmiczny utwór, w którego refrenie znowu królują wspomniane trąbki. Dla mnie jednak najlepszą pozycją na albumie jest Third Eye. Nie sposób pozbyć się wrażenia, że w tej właśnie kompozycji artystka przemyciła na nowy krążek starą poczciwą Florence, którą właśnie za takie piosenki pokochały miliony fanów na całym świecie. Skoczny utwór z bardzo mocnymi i charakterystycznymi chórkami, rytmiczną perkusją i pięknym wokalem rudowłosej wokalistki. Tak w jednym zdaniu można opisać Trzecie Oko. Stylistyką nawiązuje nieco do Dog Days Are Over i All This And Heaven Too z dotychczasowego dorobku artystki. Z pełnym przekonaniem mogę zaryzykować stwierdzenie, że będzie to hit tegorocznych festiwali z udziałem zespołu. Zupełnym zaskoczeniem jest dla mnie Various Storms & Saints. Bardzo nastrojowa kompozycja, która po prostu chwyta za serce. Wysunięte na pierwszy plan partie smyczkowe po prostu wgniatają słuchacza w fotel.

Zobacz również recenzję płyty MadonnyRebel Heart

Na płycie nie brakuje również nostalgicznych i spokojnym kawałków, jak chociażby Caught czy Mother, ktore moim zdaniem są najsłabszymi punktami płyty. Bardzo senne i monotonne. Całość jednak tworzy spójny i ciekawy materiał, wobec którego nie sposób przejść obojętnie. Ciekawą próbą połączenia gitary z muzyką elektroniczną usłyszymy w Long & Lost. Wersja deluxe krążka uzupełniona jest trzema dodatkowymi kawałkami. Uwagę przykuwa szczególnie rytualne Which Witch, które w szale swoich bębnów pozwala uwolnić pierwotne instynkty i poczuć dziką wolność. Nie sposób przejść obojętnie wobec utworu Hinding. W ferworze emocji ciężko mi jest opisać to granie. Bardzo gitarowe i oldschoolowe brzmienie. Jednak mające w sobie coś, że zapada w pamięci słuchacza na bardzo długo. Idealnym dopełnieniem albumu mogłaby być kompozycja As Far As I Could Get, która została wydana przy okazji Record Store Day 2015.

Jeżeli wersja deluxe albumu to dla Was za mało, to amerykański sklep Target dla fanów przygotował jak zwykle specjalne wydanie krążka z dwoma dodatkowymi utworami – Pure Feeling oraz Conductor. Obie propozycje po prostu zwalają z nóg i pozostaje tylko żałować, że nie zostały dołączone do standardowego wydania How Big How Blue How Beautiful.

Na podsumowanie śmiało mogę stwierdzić, iż How Big, How Blue, How Beautiful to nowy etap w twórczości Florence. Bardziej dojrzała i świadoma swoich umiejętności wokalistka eksperymentuje z obcymi stylami i dźwiękami. Album, chociaż przepełniony nowymi brzmieniami, pozostawia też małą furtkę do świata dawnej twórczości. Wiadomość ta na pewno zadowoli wszystkich fanów poprzednich wydawnictw.

Chcesz być z nami na bieżąco? Zajrzyj na naszego facebooka i instagram.

– Krzysiek

Udostępnij na:Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

4 comments

  1. Trzecie oko nasjłabsze, a Mother najlepsze. Przynajmniej według mnie. Pozaziemskie teksty to też to z czego znany był zespół i co na pewno podobało sie wielu fanom.

Post a new comment