Hity i kity Open’er Festival 2014

07/07/2014
Open'er Festival (mat. prasowe)

Kolejna edycja Open’er Festival za nami. Impreza miała być w tym roku droższa, zorganizowana z mniejszym rozmachem bez sponsora tytularnego. Jak ostatecznie wyszło? O tym właśnie poniżej.

Pewnie niewiele osób zwraca na takie kwestie uwagę. My jednak od dziecka doglądamy takich szczegółów jak projekt, design czy rozwiązania techniczne. Pod względem opracowania graficznego czy reklamy, jak dla nas odejście sponsora tytularnego wyszło festiwalowi na dobre. Bardzo nowoczesna i przede wszystkim czytelna grafika, ciekawe animacje i pozbycie się nie wszędzie pasującego zielonego koloru.

Jeśli chodzi natomiast o kwestię muzyczną, to tutaj można długo dyskutować. Dla niektórych z pewnością był to line-up marzeń, innych mógł bardziej lub mniej rozczarować. My mieliśmy od początku mieszane uczucia. Choć zabrakło wielu naszych wymarzonych artystów, to i tak cena 400zł (przedsprzedaż) za karnet nie była mocno wygórowana. Gdyby iść na osobne koncerty artystów, których widzieliśmy i chcieliśmy posłuchać podczas festiwalu, to zapłacilibyśmy pewnie dwa razy więcej. Przejdźmy jednak do małego zestawienia hitów i kitów tegorocznego Open’era. Część wykonawców bardzo pozytywnie zaskoczyła, druga zaś część niestety zawiodła… Może zacznijmy od tych, którzy raczej nie spełnili naszych oczekiwań:

1. HAIM – dziewczyny grają świetną muzykę, która potrafiła porwać tłumy zgromadzonych na Tent Stage. Jednak, jak dla nas, poległy całkowicie wokalnie. Czasami miałem trudności z rozpoznaniem tak dobrze mi znanych kawałków. Na dodatek do tej pory nie możemy pogodzić się z faktem, że nie zaśpiewały Go Slow. Najlepszy numer z Days are gone

2. Mela Koteluk – do Meli żywimy ogromną sympatię. Uwielbiamy jej debiutancki album Spadochron. Jednak kolejny raz przekonaliśmy się, że lepiej słucha się jej na koncertach klubowych bądź na płycie. Nie mamy tu na myśli wspaniałego wokalu Meli, a raczej słabego technicznie zespołu… Artystka zaprezentowała kilka kawałków z nadchodzącego albumu. Materiał zapowiada się naprawdę interesująco. Szczególnie przypadły nam do gustu Fastrygi (ale o tym już było w poprzednim wpisie) oraz Przeprowadzki.

3. KARI – tak jak uwielbiamy album Wounds and Bruises, tak nie możemy zrozumieć sobotniego występu Kari. Były problemy techniczne. Najpierw nie było słychać jej wokalu, bo zagłuszała ją muzyka. Później było słychać wokalistkę, ale nie było słychać perkusji. Dodatkowo zerowy kontakt z publicznością i powtarzanie w kółko „nie wierzę, że tu jestem”. W porównaniu do koncertu z lutego w gdyńskim Uchu, ten występ wypadł naprawdę słabo…

4. Night Marks Electric Trio Archeo – siostry Przybysz zawsze kojarzyły się z powiewem nowej jakości w polskiej muzyce. Niestety nie rozumiemy ich nowego projektu. Muzyka, którą gra elektryczne trio w ogóle nie współgra z wokalami sióstr.

Jednak koniec już narzekania! Czas na pozytywy Open’er Festival 2014!

1. Metronomy – to był pierwszy koncert Open’era 2014, na który się wybraliśmy. Już na nim atmosfera była nie do opisania. Zespół został przyjęty bardzo gorąco i zapełnił Tent Stage do ostatniego miejsca. Ba! Nawet wokół namiotu zgromadziła się spora liczba widzów. Metronomy znaliśmy wcześniej, ale nigdy nie przywiązywaliśmy uwagi do ich twórczości. Jednak od czasu koncertu słuchamy ich na okrągło. Kawał świetnej muzyki!

2.  – twórczość Dunki znamy od samego jej początku czyli singla Pilgrim. MØ w Gdyni dała po prostu czadu. Potrafiła z łatwością porwać tłum do zabawy i, w przeciwieństwie do wielu artystów, praktycznie podczas każdej piosenki podchodziła do fanów i bawiła się razem z nami. Jedynie bardzo żałujemy, że nie zaśpiewała Never Wanna Know, które stylistycznie do złudzenia przypomina twórczość Lany Del Rey. Po tym jak została przywitana i pożegnana w Gdyni, nie mamy wątpliwości co do kolejnych Jej koncertów  w Polsce.

3. Ben Howard – na koncert Bena nie wybralibyśmy się pewnie gdyby nie namowy ze strony przyjaciółki. Wyboru nie żałujemy. Bardzo przyjemny dla ucha wokal i bardzo liryczne kawałki. Ubolewamy jednak, że Jego koncert pokrywał się z Banks i po 30 minutach musieliśmyprzerwać ten niesamowity spektakl. Wbrew oczekiwaniom koncert Bena zgromadził naprawdę ogromną rzeszę widzów. W sumie to teraz wcale się nie dziwimy.

4. Banks – o istnieniu Brytyjki nie mieliśmy zielonego pojęcia. Jednak dość kuszący opis w festiwalowym przewodniku przekonał nas, żeby opuścić po 30 min koncert Bena Howarda i udać się do Tent Stage. To był bardzo dobry wybór. Twórczość Banks to łączenie nowoczesnych, momentami mrocznych, elektronicznych dźwięków z lirycznym tekstem i wokalem. To był jeden z najlepszych koncertów, w jakich mieliśmy przyjemność uczestniczyć. Uroku Banks dodała Jej reakcja na to, co się działo podczas koncertu. Artystka wzruszyła się przyjęciem i frekwencją na koncercie. Obiecała wrócić do Polski najszybciej, jak się da.

5. Bastille – nie będziemy się za bardzo rozpisywać na temat Bastille. Koncert zespołu zaskoczył naspozytywnie. Głównie za sprawą wokalu Dana, który jest świetny! Niesamowita energia zespołu porwała cały tłum do zabawy. Jedynie czego mogą żałować organizatorzy, to fakt, że umiejscowili koncert zespołu na małej Here&Now Stage. Dla nas to jakieś nieporozumienie. Bastille śmiało mogli pokazać się na Open’er Stage.

A jak Wam się podobało na tegorocznym Open’er Festival? Które koncerty najbardziej się podobały?

Udostępnij na:Share on FacebookTweet about this on Twitter


4 comments

  1. nie zgodzę się zupełnie z opinią na temat koncertu Haim, był jednym z najlepszych na tym festiwalu, ale o gustach się nie dyskutuje :)

    1. Oczywiście, że o gustach się nie dyskutuje. Pewnie koncert podobałby mi się bardziej, gdybym miał mniejsze oczekiwania co do niego. Praktycznie cały 1. dzień wyczekiwałem z niecierpliwością koncertu dziewczyn, no i trochę mnie po prostu zawiodły. :-)

Post a new comment