Metropolitan Warszawa

20/06/2014
Metropolitan - patio (fot. Krzysztof Stefaniak)

Pewnej niedzieli udaliśmy się na mały spacer. Stopy zaprowadziły nas przez Ogród Saski na pl. Piłsudskiego. Zaraz obok zlokalizowany jest biurowiec Metropolitan. Budynek od razu przykuwa uwagę przechodniów. Głównie za sprawą swoich nietypowych, dla tego fragmentu miasta, kształtów i kolorów. Biurowiec został zaprojektowany przez słynnego architekta – Normana Fostera. Choć budynek nie należy do najnowszych, bowiem ma już 10 lat, to zwrócił naszą uwagę swoją… współczesnością formy.

Zafascynował nas otwarty dziedziniec, do którego każdy chętny ma zagwarantowany dostęp o dowolnej porze. Jego wnętrze urozmaicone jest drzewami, efektownym rusztowaniem oraz instalacją wodną. W środku znajduje się m.in. kawiarnia Green Caffè Nero oraz butiki, które dodatkowo podkreślają publiczny charakter tej przestrzeni. Do wnętrza obiektu prowadzą trzy wejścia, które są bardzo wyraźnie zaznaczone w bryle budynku. Dzięki czemu pieszy sam intuicyjnie zagląda do wnętrza Metropolitana i zaciekawiony wchodzi do środka. Elewację budynku stanowi przeszklona ściana z kamieniami z unikalnego granitu, tzw. „żyletkami” mocowanymi prostopadle do płaszczyzn elewacji. W patio zastosowano posadzki z płomieniowanego granitu.

Niestety w czasie naszej wizyty panowała prawdziwie angielska pogoda, dlatego fontanna była wyłączona, zaś na ulicach nie było widać ani jednego żywego ducha. Dlatego zdjęcia mogą wydawać się nieco smutne i przytłaczające szarością.

We współczesnych projektach w Polsce wciąż brakuje nam zainteresowania się zwykłymi użytkownikami przestrzeni. Obecnie wszystkie tego typu budynki są grodzone lub dostęp do ich strefy wypoczynkowej/rekreacyjnej dostępny jest tylko i wyłącznie dla pracowników biur. W ten sposób sami zabijamy przestrzenie publiczne, które są i powinny być jednym z najważniejszych miejsc w tkance miejskiej. Jeśli taka jest nasza polityka, to nie mamy prawa narzekać na brak takowych przestrzeni, bowiem sami do tego doprowadzamy. Jeżeli ponad 10 lat temu Norman Foster przewidział w swoim projekcie budynku biurowego takie miejsce, gdzie będzie można zacieśniać więzi społeczne czy też po prostu uprawiać popularne obecnie peoples-watching, to jak mocno zacofana musi być nasza szkoła architektury, skoro do tej pory takie szczegóły schodzą na drugi plan? A może to wina inwestorów, którzy wybierając projekty kierują się tylko fikuśną bryłą i jak najbardziej rzucającą się w oczy (czyt. pstrokatą) elewacją?

Udostępnij na:Share on FacebookTweet about this on Twitter


4 comments

  1. Ciekawe spostrzeżenia i uważam, że słuszna uwaga odnośnie przestrzeni dostępnych dla wszystkich. Przy kolejnej wizycie w stolicy zachęcam do obejrzenia inwestycji Business Garden zlokalizowanej przy ul. Żwirki i Wigury. W tej chwili istnieje dopiero pierwsza faza ale już kolejna będzie za chwilę budowana. Ten projekt również zakłada przestrzeń dostępną dla wszystkich z dużą ilością zieleni – robi wrażenie nie tylko na przyszłych najemcach budynków biurowych. Nie winiłabym tak bardzo szkoły architektury, bo niestety na pierwszy plan wchodzą finanse inwestorów, którzy płacąc słono za grunt w centrum starają się wybudować jak najprostsze formy i najbardziej efektywne powierzchnie biurowe, które zapewnią im zwrot z inwestycji…niestety z przestrzeni publicznej nie będą mieli zysków – więc rozwój architektury zabija nam trochę ekonomia niestety

  2. Te, żyletki nie są granitowe. Granitowe były w pierwszej wersji ale zaczęły pękać i spadać. Wszystkie zostały zamienione na betonowe.
    Budynek jest słaby, nie ma podkreślonego wejścia. Jedynie dziedziniec, który rzeczywiście ma ludzką skalę jest interesujący. Od strony technicznej budynek ma bezsensowny system wentylacji – nawiewy są umiejscowione w posadzce.

Post a new comment