Recenzja nowej płyty Brodki – Clashes

12/05/2016
fot. ecsmedia.pl
8
Nasza ocena:

Monika Brodka kazała czekać swoim fanom blisko 6 lat na nowy krążek. Dla wielu z nich było to z pewnością najdłuższe 6 lat w ich życiu. Nic w tym dziwnego. Po ogromnym sukcesie Grandy i EP-ki LAX byliśmy głodni nowych brzmień spod szyldu artystki. Sprawdźcie, czy warto sięgnąć po najnowszy album Brodki pt. Clashes.

Brodka jest jednym z nielicznych cudownych dzieci talent show w Polsce. Po zmiażdżeniu konkurencji w 3. edycji Idola, w 2004 roku wydała swój debiutancki krążek o nazwie Album. Sporo czasu zajęło jej jednak odnalezienie swojego prawdziwego brzmienia. Po dłuższym romansie z popem znalazła wreszcie pomysł na siebie. Dźwięki Grandy z pogranicza folku i elektropopu dały jej upragniony sukces. Wokalistka nie osiadła jednak na laurach i postanowiła eksperymentować dalej. Po 4 latach od jej ostatniego wydawnictwa (LAX z hitami Varsovie oraz Dancing Shoes) przyszedł czas na coś zupełnie nowego. Albumem Clashes artystka zabiera nas bowiem do krainy, gdzie królują przede wszystkim mocna gitara oraz mroczne i nieco psychodeliczne brzmienia. Warto podkreślić, że nowym krążkiem Brodka nie tylko otwiera się na nowe gatunki, ale również i na świat. Dzięki współpracy z wydawnictwem PIAS Recordings płyta Clashes została wydana także zagranicą.

Tracklista Clashes:

1. Mirror Mirror 8. Up In The Hill
2. Horses 9. My Name Is Youth
3. Santa Muerte 10. Kyrie
4. Can’t Wait For War 11. Hamlet
5. Holy Holes 12. dreamstreamextreme

Na Clashes królują między innymi brzmienia, które kojarzyć się mogą z popularnym w latach 60. garażowym graniem na pograniczu rocka i punku. Szczególnie słychać to utworach Horses oraz My Name Is Youth, które z pewnością rozruszają niejedną festiwalową publiczność w Europie. Przestrzenne bębny i ciężka gitara, to nie jedyne zabiegi, na jakie zdecydowali się Brodka oraz producent albumu Noah Georgeson. Brzmiące nieco archaicznie i kościelne organy, które mogą na myśl przywołują twórczość Florence + The Machine, dodają materiałowi psychodelicznego wydźwięku. Szczególnie psychodelę tę słychać w piosenkach Can’t Wait For War oraz Funeral. Większość utworów na płycie wybrzmiewa w charakterystycznym marszowym oraz walczykowym rytmie, który wprowadza słuchacza w atmosferę grozy i niepewności.

Kliknij i przeczytaj: Recenzję nowej płyty HEY – Błysk

Clashes zdecydowanie został stworzony w celu podbicia europejskich festiwali muzycznych. Czy tak się jednak stanie? Na odpowiedź na to pytanie przyjdzie jeszcze poczekać. Jedno jednak jest pewne. Brodka tym album potwierdza, że jest artystką przez wielkie A. To w jaki sposób bawi się muzyką i stylami pokazuje, że jeszcze nie raz z pewnością nas zaskoczy. Jednocześnie udowadnia, że w roli kompozytora odnajduje się równie dobrze co w roli wykonawcy. Wszystkie bowiem utwory na płycie skomponowała sama.

Z utęsknieniem będziemy jednak wracać do brzmień Grandy, która na stałe wywalczyła sobie miejsce w historii polskiej muzyki. Choć pojawiło się wielu naśladowców tego typu grania, żadna inna płyta nie odniosła takiego samego sukcesu. Nie obrazilibyśmy, gdyby Brodka zechciała jeszcze wrócić do grania w stylu W pięciu smakach czy Varsovie

– Krzysiek

Udostępnij na:Share on FacebookTweet about this on Twitter

10 comments

  1. Płyta dziwna.. starsi fani jej nie polubią więc cała nadzieja w nowych słuchaczas, których powinna zdobyć. Cieszę się, że wróciła i naprawdę dobrze gra. :)

    1. Jestem jedną ze starszych fanów i wbrew opinii wyżej- nie tylko polubiłam ale zakochana jestem w tej płycie . Brodka dorosła, dorosły brzmienia , dorośli też słuchacze. Dla mnie brodka to osobowość która się muzycznie rozwija zmienia ewoluuje dojrzewa i przyjemnie jest móc w tym uczestniczyć.

      1. Bardzo nas cieszy, że fani za czasów Grandy czy nawet wcześniejszych płyt zakochali się w nowej Brodce! Trzymamy mocno kciuki za Clashes! :)

Post a new comment